calamity blog

Twój nowy blog

reborn

Brak komentarzy

Zapomniałam o tym miejscu. A jak już tu sobie leży, to może wykorzystam…? Jeśli Heroesów wznowili, to czemu nie wznowić tego klekota?

Jak mnie wpieprza ten „nowy” Word! Penie już nie taki nowy, ale wpieprza mnie nadal.
Dobra, reaktywacja. Niby dlaczego mam się zamęczać sama ze sobą, swoimi chorymi myślami, mieleniem fraz, dialogów, splataniem nitek w dywan całości, jeśli mogę raz na jakiś czas zrzucić tutaj ten cały bajzel, pozostawiając umysł czysty i pachnący…?
Nie, nie mówię o niczym szczególnym.  O życiu mówię.
Minęły Święta. Teraz powinnam napisać, ze tak słodko mogę sobie parafrazować odwieczny trick odwalający za piszącego cały problem braku pomysłu na zapełnienie luk w fabule. Wiecie, takie „Minęła Zima/wiosna/wojna/dekada/moda na Ipody”. Nie napiszę. Za często używany dowcip.
Już po Świętach. I tych Bożego Narodzenia, przed którymi jeszcze cos wrzuciłam na bloga, i te ostatnie, które wbrew tradycji byłam zmuszona urządzić w domu. Potwory, angina, takie tam.  Czy minione dni cos zmieniły? Tak, doniczki z bratkami i stokrotkami użyte do dekoracji domu zostały na stałe posadzone w ogrodzie. Zmiana wyraźna w otoczeniu. W wyglądzie podjazdu, dokładnie.
Z tragedii życiowych muszę odnotować koniecznie, że skasowali The Fades. Po pierwszym sezonie. Zbrodnia na miarę zniknięcia Firefly. Przy okazji przeczytałam gdzieś artykuł, wyraźnie wskazujący widzów – fanów fantastyki za jedynych odpowiedzialnych za takie akcje. Podobno to właśnie  oni (my?) mamy zbyt wygórowane wyobrażenia i oczekiwania w związku z każdą nową produkcją ocierającą się o fantastykę. Bo wszystko już było, bo efekty przestarzałe, bo fabuła za mało zakręcona itd. Bosh, bosh… I co tu zrobić? Obniżyć wymagania fanów sci-fi, czy robic filmy/ serialne odpowiadające powyższym?  Zmienić zdecydowanie target i zająć się produkcją  obyczajówki jakiejś?  A może liczyc się z tym, że fantastyka to wąskie grono odbiorców, więc oglądalność też relatywnie niższa, wiec niech się nią zajmą fascynaci..?
Z innej beczki.  Mutter znowu mnie nawiedza. Wychodzi na to, ze uciekam na bloga tylko w momencie zagrożenia kataklizmem sprzątania przed jej wizytami.
Po zastanowieniu – mnie to nie dziwi.
ps. dziękuję za życzenia świateczne.

Olać Empik

8 komentarzy

Zanim ruszycie na świateczne zakupy – proszę, rzuccie okiem: rynek książki

use to know

2 komentarzy

Dobra, ja naprawdę nie wiem o co chodzi, chyba o te cymbałki, ale nie mogę przestać tego słuchać.

11-11-11

Brak komentarzy

Fajna data, więc zapisuję sobie tutaj. A teraz ruszam na podbój internetu w poszukiwaniu co głupszych interpretacji. Pierwsza liczba pierwsza razy sześć (sześć, sześć, 6, 6, 6, 666…) Ach, ach.
W ramach swięta narodowego – tradycję uczcimy schabowymi z kapustą, ach, ach.

dlaczego ja…?

Brak komentarzy

Cztery rozgrzebane tematy, cztery osobne projekty, każdy w cholernie różnym temacie. Kiwam sie nad klawiaturą przez pół dnia, mam błędny wzrok – niestety wlepiony w widok za oknem. A kiedy nieopatrznie wracam wzrokiem do środka…
Nieskończony, wiszacy ( a nawet dyndający sobie) remont, jakieś chwilowe zastopowanie wszystkiego, plus w połowie wybebeszona piwnica. Pół decyzji gdzieś podjętej, bez siły na kontynuację w sparwie malowania, wykończenia dwóch pokoi… Brak sił na porządkowanie tymczasowosci i wtedy…
… tak, wtedy właśnie dzwoni moja Mutter, że przyjedzie do mnie na trzy dni. Po dziesieciu latach proszenia. Akurat teraz przyjedzie sobie do mnie w odwiedziny. Powinnam chyba dodać, że zawsze ma gdzieś ukrytą mentalną Białą Rękawiczkę Anthei Turner.

Purgatory

2 komentarzy

Jakoś tak się zdarzyło, że wymienialiśmy ostatnio wrażenia z kolegą S. na temat tej wstydliwej rozrywki (prawdziwe Guilty Pleasure), jaką są seriale. Tak jakoś wyszło, nieoczekiwanie się przekonałam, że mam dość szerokie spektrum zainteresowań w tej szufladce popkulturowej, która okazuje się nałogiem. Cóż mogę powiedzieć – przedostatni odcinek Supernatural (so07ep03) pokazuje dobitnie, że nawet jeden z Winchesterów ulega temu szatańskiemu narzędziu, popadając w rozpacz na wieść o komplikacjach w życiu jakiejś Rosalindy ( czy innej pięknej przedstawicielki  Brazylii).  Seriale bywają prawdziwym przekleństwem, szczególnie jeśli mają charakterystyczną czołówkę, z wpadającą w pamięć muzyką. Poważnie. Do dziś pamiętam muzykę z Heros, podskakuje mi adrenalina kiedy słyszę charakterystyczne pikanie odmierzające czas z  24 godzin, nie mówiąc już o „I wanna do Bad things with you”, czy

 „Ridin’ through this world
All alone
God takes your soul
You’re on your own”.

Nie oszukujmy się, jednak to nie  o muzykę chodzi.  Dobra, szybki przegląd tego, co mnie zmusza do walki z odtwarzaczami online:

Fringe – wprawdzie nie popadłam w obłęd, by biegać  po ulicach i szarpiąc ludzi za klapy płaszczy pytając histerycznie „Where is Peter Bishop?!”, ale ucieszyłam się jakoś, jak zaczął się kolejny sezon

The Fades – słodkie. Ale nie do wyrzygania w amerykańskim stylu. Podejrzewałam głównego bohatera, że jest autystykiem, ale potem walnęłam się w czoło, przypominając sobie, że  jest on przecież Anglikiem. I wszystko jasne.

SoA – no co ja będę mówić. Muzyka – tak, scenariusz – tak, i… Charlie „Nicholas Nickleby”  Hunnam, jako Jax.  I Salvatore jako Clay.

Wilfred  pies organizujący ci życie, marycha i manipulacja uczuciami. Bliskie  chyba każdemu.

TBBT – kocham nerdów. I Sheldona.

Supernatural – dołączyłam gdzieś pod koniec, nie wnikam w poprzednie sezony. Podoba mi się świadomość scenarzystów, że kręcą szajs i śmieją się z samych siebie.

I perełki estetyczne, tzn. twory, którym nie potrafię się oprzeć ze względu na obrazki:

Haven – niby na podstawie Kinga, niby wciągające, ale ogólnie słabe. Ale za to sceneria…! Niby to kingowe Main, ale dla mnie to moje kochane Looe w Kornwalii.

Revenge – takie pitu, pitu „Żądło” w ładnym opakowaniu, chociaż może Monte Christo, ale prawda jest jedna: Hampton’s. Oglądam dla  charakterystycznych wnętrz, ale powoli tracę cierpliwość, czekając na takie smaczki jak w „Something’s Gotta Give”.

Kiedy dopada przeziębienie, kiedy głowa napieprza mnie jak dzis i kiedy próbuję cos napisać – widzę mniej wiecej tak:

lodówka

Brak komentarzy

Z pewnych wzgledów to ja naprawdę jestem pełna podziwu dla niejakiego Sebastiana Uznańskiego.  Cała zabawa z wydaniem jego „Herrenvolka” to epopeja na osobną książkę. Solidaryzuję się z nim w poglądach na temat Fabryki; uznaję sens walki o niepocięty tekst, determinację i wytrwałosć. Ale żeby sobie robic taki bezsensowny PR juz po wszystkim…? Ja wiem, że najłatwiejsza, najtańszą reklamą jest bywanie na odpowiednich forach, pobudzanie środowiska do dyskusji, mieszanie w tygielku. Tylko z sensem, człowieku. Boję sie wejść na jakiekolwiek forum związane z fantastyką, zeby nie wpaść znowu nosem w autouwielbienie, mizianie czytelników i machanie ogonkiem, majace na celu zwrócić na siebie uwagę. Strach otworzyc lodówkę…


  • RSS